Sponsorzy:
Kadra
Terminarz
Tabela
1. Unia Solec Kujawski74
2. Kujawianka Izbica Kujawska73
3. Pogoń Mogilno66
4. Lech Rypin63
5. Start Warlubie60
6. Chełminianka Chełmno58
7. Orlęta Aleksandrów Kujawski58
8. Cuiavia Inowrocław55
9. Legia Chełmża53
10. Sparta Brodnica50
11. Wisła Nowe49
12. Naprzód Jabłonowo Pomorskie46
13. Unia Janikowo45
14. Notecianka Pakość35
15. Łokietek Brześć Kujawski33
16. Gopło Kruszwica24
17. Piast Złotniki Kujawskie17
18. Sadownik Waganiec6
Pierwsza porażka Lechitów:


       Chełminianka górą w meczu na szczycie. W rozegranym dziś popołudniu w Rypinie spotkaniu dwóch prowadzących w tabeli drużyn, goście z Chełmna okazali się lepsi od naszego zespołu. Zwycięskie gole zespół lidera rozgrywek zdobył w ostatnich dwudziestu minutach spotkania. W 72 minucie gry na prowadzenie chełminian wyprowadził Piotr Gross. Trzy minuty później wynik meczu na 2:0 podwyższył Robert Ernest. Wiarę w korzystny wynik kibicom Lecha przywrócił w 86 minucie gol kontaktowy, który padł po samobójczym trafieniu jednego z zawodników Chełminianki. Ostatecznie nadzieję rypinian na remis rozwiał jednak Tomasz Grzelecki, który w doliczonym czasie gry ustalił końcowy rezultat spotkania.

 

      Mecz na szczycie pomimo niezbyt sprzyjających warunków pogodowych zgromadził na trybunach stadionu im. Stanisławy Walasiewiczówny sporą widownię. Rypińscy kibice liczyli na efektowną grę i pewną wygraną swoich ulubieńców. Nikt chyba nie wyobrażał sobie, że w sobotnie popołudnie Lechici poniosą pierwszą w sezonie porażkę. Niestety, stała się ona faktem.

 

Pierwsze minuty spotkania nie zapowiadały dramatu rypinian. Wprost przeciwnie, wydawało się, że pomimo absencji Pawła Lewandowskiego, dość łatwo poradzą sobie z liderem z Chełmna. To nasz zespół od pierwszego gwizdka sędziego, pana Łukasza Zasady z Włocławka był stroną prowadzącą grę. Goście swoją taktykę oparli natomiast o żelazną defensywę i szybkie kontrataki, które jak się później okazało stały się skuteczną receptą na ich końcowy sukces.

 

Lechici z animuszem rozpoczęli spotkanie o fotel lidera. Już w 4 minucie stanęli przed szansą objęcia prowadzenia. Po rzucie wolnym wykonywanym przez Marcina Baranowskiego piłka trafiła pod nogi zamykającego dośrodkowanie Adriana Bieńkowskiego. Ten nie namyślając się długo zgrał ją do środka, gdzie jednak obrońcy Chełminianki nie pozwolili żadnemu z miejscowych graczy na oddanie strzału.

Pod bramkę Lecha futbolówka po raz pierwszy przeniosła się po 12 minutach meczu. Wtedy to przyjezdni egzekwowali rzut wolny zza pola karnego. Do piłki podszedł Piotr Kaczkowski, jego strzał powędrował jednak na szczęście nad poprzeczką.

60 sekund później ładnym uderzeniem na bramkę chełminian popisał się Radosław Fordowski. Na posterunku był jednak Mueller, który wybił przed siebie piłkę niechybnie zmierzającą do siatki. Po dwóch kolejnych minutach meczu rypinianie otrzymali następną szansę na gola. Niezwykle aktywny w pierwszym fragmencie spotkania Fodrowski sfaulowany został tuż przed polem karnym. Strzał Marcina Baranowskiego z rzutu wolnego minimalnie minął słupek bramki gości.

 

Zespół Chełminianki, który w pierwszym kwadransie raczej nie inicjował akcji zaczepnych, po 18 minutach gry niespodziewanie mógł wyjść na prowadzenie. Przyjezdni wyprowadzili bardzo groźną kontrę, po której sam na sam z Jakubem Rutkowskim znalazł się jeden z ich graczy - Dawid Piasecki. Młody golkiper Lecha wzorowo wywiązał się ze swoich obowiązków i wybronił kolegów od utraty gola.

Kontratak gości był sygnałem ostrzegawczym dla naszego zespołu. Niespełna minutę po nim rypinianie odpowiedzieli strzałem Radosława Fodrowskiego. Do piłki wrzuconej w pole karne wyskoczył Martyn Trędewicz. Wygrał on powietrzny pojedynek z jednym z defensorów z Chełmna. Wydawało się jednak, że uderzona przez niego futbolówka wyjdzie poza plac gry. Tuż przed linią końcową boiska dopadł do niej ambitnie Szymon Moszczyński i dośrodkował na głowę Fodrowskiego. Sprytne uderzenie pomocnika Lecha w dobrym stylu wybronił niestety Mueller.

 

W 34 minucie spotkania miała miejsce pierwsza z kilku kontrowersyjnych decyzja sędziego Zasady. Do zagranej z głębi pola prostopadłej piłki wychodził Martyn Trędewicz. Napastnik Lecha oszukał obrońcę, który ratował się faulem. Jako, że był on ostatnim przed bramkarzem defensorem gości na trybunach podniosła się wrzawa. Kibice domagali się pokazania czerwonej kartki. Ku ich niezadowoleniu arbiter uznał jednak, że wystarczającą karą w tej sytuacji będzie napomnienie zawodnika żółtym kartonikiem. Tak czy inaczej Lechici otrzymali rzut wolny, który na bramkę zamienić próbował Adrian Bieńkowski. Silny strzał obrońcy Lecha zablokowany został przez któregoś z chełminian i piłka wyszła na rzut rożny.

Kolejną szansę na gola rypinianie zmarnowali w 35 minucie gry. Piłkę w polu karnym przejął Trędewicz. Zbyt długo składał się jednak z nią do strzału i w konsekwencji uderzył wysoko nad bramką.

W 43 minucie miała miejsce ostatnia w tej części meczu groźna akcja gospodarzy. Piłkę pomiędzy sobą rozegrało płockie trio Śnieć – Paczkowski – Pomorski. Prawy obrońca Lecha wrzucił piłkę w pole karne. Tam Paczkowski zgasił ją na klatce piersiowej i błyskawicznie odegrał do nadbiegającego Pomorskiego. Strzał pomocnika miejscowych został zablokowany i wyszedł poza pole gry.

 

     Pierwsza odsłona gry, pomimo dość wyraźnej przewagi Lechitów zakończyła się bez bramek. Rypińscy fani futbolu liczyli, że podopieczni trenera Macieja Grzybowskiego losy spotkania rozstrzygną po przerwie.

 

Nasz zespół rozpoczął ją w dobrym stylu. W 48 minucie meczu na strzał zza pola karnego zdecydował się Szymon Moszczyński. Gol jednak nie padł. Po raz kolejny świetnym refleksem popisał się bowiem bramkarz gości, który ładną paradą zażegnał niebezpieczeństwo. Mueller okazję do wykazania się swoimi umiejętnościami miał ponownie w 56 minucie meczu. Tym razem pewnie interweniował przy strzale głową Trędewicza.

 

Lider z Chełmna podobnie jak w pierwszej połowie meczu czyhał na swoją szansę w kontrataku. W 60 minucie gry taka szansa nastąpiła. Defensorom Lecha urwał się Piotr Gross i wpadł z piłką w pole karne. Była to sytuacja, która powinna zakończyć się prowadzeniem Chełminianki. Zawodnik gości strzelił jednak na tyle nieprecyzyjnie, że piłka przeleciała obok słupka. Na trybunach usłyszeć można było zaś wielki odgłos ulgi.

 

Akcja Grossa zwiastowała kolejne kłopoty rypinian. Przyjezdni z minuty na minutę odważniej zaczęli poczynać sobie na boisku przy Sportowej. Wykorzystali oni niewątpliwie fakt, że wraz z upływem czasu Lechici grali coraz bardziej nerwowo. Nasi piłkarze dążąc do strzelenia zwycięskiego gola atakowali większą liczbą graczy, przez co narażali się na coraz groźniejsze wypady chełminian.

 

Jeden z nich niestety okazał się skuteczny. Była 72 minuta spotkania. Piłka poszybowała w pole karne. Wydawało się, że łatwo stanie się ona łupem Jakuba Rutkowskiego. Ten jednak nie zachował się najlepiej. Początkowo zrobił kilka kroków w kierunku futbolówki, po czym niespodziewanie się zawahał. Niepewność golkipera Lecha wykorzystał Piotr Gross, który głową skierował ją do siatki. W tej sytuacji część widowni dopatrywała się pozycji spalonej, głośno wyrażając swoje niezadowolenie. Tak czy inaczej na trybunach zapanowała konsternacja. Gol dla Chełminianki zaszokował kibiców. Nie taki scenariusz kreślili oni bowiem na ostatnie minuty meczu.

Niestety, nie był to koniec tarapatów Lecha. Rypinianie po stracie bramki chcieli jak najszybciej doprowadzić do remisu. Rozluźnienie w szykach obronnych naszego zespołu wykorzystali przyjezdni. Kolejny kontratak przyniósł im drugiego gola. Jego strzelcem był rezerwowy w tym spotkaniu – Wojciech Ernest.

 

Zła sytuacja rypinian, stała się niemal beznadziejna. Piłkarzom trenera Grzybowskiego pozostał kwadrans na odwrócenie losów spotkania. W 77 minucie gry piłka wpadła do bramki gości. Kibice nie mieli jednak okazji do świętowania kontaktowego trafienia. Sędzia w tej sytuacji dopatrzył się pozycji spalonej i gola nie uznał. W 81 minucie na bramkę strzelał Radosław Gajkowski. Jego uderzenie powędrowało jednak ponad poprzeczkę.

 

Gdy wydawało się, że mecz zakończy się wynikiem 0:2, chełminianie niespodziewanie podali rękę Lechitom. W 86 minucie jeden z obrońców gości Dariusz Pawski skierował piłkę do własnej siatki i nadzieje rypinian na choćby remis odżyły.

Dosłownie chwilę później mogły one stać się rzeczywistością. W dogodniej sytuacji pod bramką gości znalazł się Piotr Paczkowski. Jego strzał wybronił jednak dobrze spisujący się przez całe spotkanie golkiper z Chełmna.

 

W doliczonym czasie gry Lechici postawili na totalny atak. Nie przyniósł on jednak pożądanych rezultatów. Na domiar złego błąd Lechitów przy wyprowadzaniu piłki z własnej połowy wykorzystali przyjezdni. Piłkę przejął kolejny rezerwowy – Tomasz Grzelecki, który z bliskiej odległości pokonał Jakuba Rutkowskiego i tym samym pozbawił gospodarzy złudzeń. Mecz ku rozpaczy miejscowych kibiców zakończył się porażką rypinian 1:3.

 

     To pierwsza przegrana Lecha w tegorocznych rozgrywkach. Przyszła niestety w najmniej oczekiwanym momencie. Drużyna trenera Grzybowskiego do meczu o pozycję lidera tabeli przystępowała w roli faworyta i przez większą część meczu była stroną dyktującą warunki gry. Czego więc zabrakło do zwycięstwa. Z pewnością skuteczności pod bramką rywala. Był to pierwszy mecz w sezonie, w którym rypinianie nie trafili do siatki. Jedyny gol dla Lecha padł po golu samobójczym. W sobotnie popołudnie piłka była jak zaczarowana. Mimo kilku naprawdę niezłych ku temu okazji nie chciała wpaść do bramki Chełminianki. W niej spokojem imponował Przemysław Mueller, który pewnie interweniował w trudnych dla jego drużyny sytuacjach.

 

 

        Goście z Chełmna w Rypinie być może nie zachwycili, ale z pewnością nie można im odmówić konsekwencji w grze. Na Sportową przyjechali z jasno określonym planem i przez całe spotkanie skrzętnie go realizowali. Od początku meczu nie przyjęli otwartej gry, wiedząc że skończyć się ona może dla nich niepomyślnie. Szczególnie dobrze prezentowali się w obronie. Rośli defensorzy z Chełmna na ogół nie mieli problemu z wygrywaniem powietrznych pojedynków z napastnikami Lecha. Goście cierpliwie czekali na swoją szansę w kontrze, a gdy już się ona nadarzyła potrafili ją wykorzystać. W nagrodę wyjechali z Rypina z kompletem punktów i nadal zasiadają w fotelu lidera.

 

      Na kilka słów zasługuje również praca arbitra sobotniego meczu na szczycie. Pan Łukasz Zasada z pewnością nie stanie się idolem rypińskich kibiców. Arbiter z Włocławka nie zawsze radził sobie z panowaniem nad emocjami zawodników. Mecz w jego końcowych minutach stał się bardzo nerwowy, zawodnicy zamiast na grze zaczęli coraz bardziej skupiać się na wzajemnych przepychankach. Kilka kontrowersyjnych decyzji sędziego, wprowadzało nerwową atmosferę także na trybunach.

 

     Lech rozegrał przeciętne spotkanie, nie ma co do tego wątpliwości. Kibice, w ostatnich tygodniach rozpieszczani wysokimi zwycięstwami mogą czuć się zawiedzeni wynikiem. Nie stało się jednak nic wielkiego. Przed nami kolejne spotkania, w których rypinianie jeszcze nie raz zwyciężą. Być może stanie się to już nawet za tydzień, w meczu ze Zdrojem Ciechocinek.

 

  

Lech Rypin - Chełminianka Chełmno 1:3 (0:0)

 

 Bramki: Pawski (samobójcza) 86' - Gross 72', Ernest 75', Grzelecki 90' + 2'

 

Skład Lecha: Rutkowski - Śnieć, Baranowski, Bieńkowski, Buchalski - Pomorski, Paczkowski, Fodrowski (Ruciński 64'), Moszczyński, Gajkowski - Trędewicz (Kaczyński)

 

Chełminianka: Mueller, Pawski, Urbański, Kaczkowski, Śmigielski, Gross (Śmigielski D.90'), Piasecki (Ernest 63'), Grabowski (Grzelecki 63'), Nieściur, Marks, Baranowski (Murawski 80')

 

Żółte kartki: Śnieć, Gajkowski, Buchalski - Nieściur, Śmigielski P., Baranowski, Murawski

 

Sędziwowali: Łukasz Zasada (Włocławek) - Rafał Jankowski (Włocławek) - Sebastian Szubski (Kowal)

 

 

 

Inne newsy: