Sponsorzy:
Kanonada przy Sportowej:


      Zwycięstwem zakończyło się sobotnie spotkanie Lecha z rezerwami grudziądzkiej Olimpii. Rypinianie po bardzo dziwnym meczu pokonali gości z grodu nad Wisłą 4:3.

 

Dr. Jekyll and Mr. Hyde tak chyba najlepiej można określić Lecha w starciu z Olimpią. Wysokie prowadzenie, które w końcówce nieomal zamieniło się w remis, to najkrótsze podsumowanie tego co w sobotę działo się przy Sportowej 41.

 

Rypinianie do potyczki z gośćmi z Grudziądza przystąpili z mocnym postanowieniem przerwania pasma porażek jakie ostatnio zanotowali w spotkaniach z Lubaniem i Osiem. Plan ten realizować zaczęli już w 5 minucie gry. Wtedy to precyzyjne dośrodkowanie z prawego sektora boiska wpadło na głowę Mateusza Szymborskiego, który świetnym uderzeniem po długim rogu otworzył wynik meczu. Ten sam zawodnik po niespełna 10 kolejnych minutach podwyższył prowadzenie Lechitów. Pomocnik z Rypina przejął futbolówkę w polu karnym i z około dziesięciu metrów, idealnie dołożył lewą nogę, posyłając ją do siatki, obok bezradnie interweniującego bramkarza Olimpii. W 25 minucie rywalizacji było już 3:0. Tym razem po dośrodkowaniu z rzutu rożnego do siatki przyjezdnych trafił kapitan zespołu - Piotr Buchalski.

 

Na przerwę rypinianie schodzili z trzybramkową przewagą i nikt na trybunach nie przypuszczał, że w drugiej części gry przeżywać będziemy jeszcze jakiekolwiek emocje.

 

Wynik meczu jak wydawało się bezpieczny, w 50 minucie gry stał się jeszcze bezpieczniejszy. Na listę strzelców ponownie wpisał się bowiem Piotr Buchalski. Przy golu obrońcy Lecha kluczowe podanie zaliczył Mateusz Szymborski, który w ten sposób podsumował swój dobry występ okraszony dwom golami z pierwszej części spotkania.

 

Czwarte trafienie wyraźnie rozluźniło Lechitów. Rypinianie przekonani o pewnej wygranej zaczęli popełniać głupie błędy, które stały się przysłowiową wodą na młyn gości. Grudziądzanie nie załamali się koszmarnym dla nich wynikiem i dążyli do zdobycia gola. Okazało się, że sztuka ta udała im się i to z nawiązką. Zielono – biali bowiem, aż trzykrotnie znaleźli sposób na rypińską defensywę, co w rezultacie spowodowało, że spokojne popołudnie przy Sportowej zakończyło się sporą dawką nerwów zarówno dla piłkarzy, jak i kibiców Lecha.

 

Sytuacja taka nie powinna się zdarzyć. Doświadczony zespół nie może pozwalać sobie na tak wielkie rozprężenie, nawet prowadząc wysoko, jak to było w przypadku Lecha z starciu z Olimpią. Historia futbolu zna już wiele przypadków, w których drużyna powalana początkowym knockdownem, podnosiła się z desek i odrabiała, nierealne do odrobienia wydawałoby się straty.

 

W sobotę komplet punktów pozostał na szczęście w Rypinie. Lechici oddalili nieco od strefy spadkowej i spokojnie mogą przygotowywać się do kolejnych spotkań.


Lech Rypin – Olimpia II Grudziądz 4:3 (3:0)

 

Bramki: Szymborski 5’, 14’, Buchalski 25’, 50’ - Urbański (dwie), Babul

 

Skład Lecha: Stachewicz, Baranowski (65' Lewandowski), Buchalski, Dąbrowski, Trędewicz J - Szymborski, Litwin (70' Klatt), Fodrowski, Trędewicz M (58' Ruciński), Moszczyński, Rutkowski (75' Kacperek)

 

Skład Olimpii: Brylewski, Brudniewicz, Urbański, Łazowski, Igliński, Sternicki, Babul, Trzepacz, Skórecki (46’ Kurkowski) Mickiewicz, Kopiński

 

Inne newsy: